[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ten skrzywił się, jakby zobaczyłducha swojej teściowej.- Panie, coś pan ocipiał? Co to ma być? krzyknął, spychając z biurka kloc,przypominjący stężały gips.Bobek uderzył o ziemię i roztrzaskał się na dziesiątki mniejszych i większychkawałków.Roman oniemiał na moment, a gdy zrozumiał co się wydarzyło, skoczył nainternistę z pięściami.- Ty chuju! Zamordowałeś mi dziecko! ryknął.- Jakie dziecko! Człowieku! Przecież to zaschnięte psie gówno! Ludzie! Pomocy!Do pomieszczenia wpadło trzech rosłych pielęgniarzy.Powalili Romana na podłogę,wykręcili mu ręce i podali zastrzyk na uspokojenie.Następnie skrępowali go kaftanembezpieczeństwa i zamknęli w izolatce.EPILOGRoman nareszcie czuł się szczęśliwy.W nocy przyszedł do niego fioletowy anioł ztrójkątną antenką na głowie i czerwoną torebką w dłoni.Powiedział, żeby się niemartwił, że wszystko będzie dobrze, bo w ramach zadośćuczynienia za śmierć Bobka,otrzyma szczególny dar.I rzeczywiście, już następnego ranka Faceshit urodził.I odtamtej chwili przynajmniej raz na dwa dni powijał kolejnego potomka.Z tak dziwnym pacjentem doktor Grzegorz Dom już dawno nie miał do czynienia.Mężczyzna rasy białej, około czterdziestki, z całą pewnością niepoczytalny, zamkniętyw zakładzie psychiatrycznym za napaść na internistę.Cierpiał na niezwykleinteresującą przypadłość.Kiedy inni zjadali własne stolce lub rozmazywali popodłodze, on pielęgnował je, jakby były dziećmi.Rozmawiał z nimi, przewijałpieluchami zmajstrowanymi z papieru toaletowego i mył.A gdy starzały się iprzestawały cuchnąć, urządzał im uroczysty pogrzeb pod materacem łóżka.Personelszpitala szybko zaczął go nazywać Gównianym Romkiem.Dom już zacierał ręce.Po opisaniu i zakwalifikowaniu tego ewenementu, czekały naniego sława, uznanie i pieniądze, a może nawet rola w amerykańskim serialutelewizyjnym.POJEBACCYByło nas trzech.W mieście mówiono na nas pojebańcy.Trzech pojebanychskurwysynów.Dosłownie.Skurwysynów.Nasze matki pierdoliły się z każdym.I gdziepopadło.Za flaszkę dawały dupy nawet na przydrożnej zaspie.Biały śnieg i krew z ichwydupczonych do oporu cip.Jakież to zajebiście patriotyczne.I byliśmy patriotami.Wielkimi jak murzyński chuj.Ja, Gruby i Bolo.Gdy szliśmy przez miasto, ubrani wskórzane, biało czerwone kurtki, biało czerwone spodnie i biało czerwone glany,ludzie spierdalali gdzie popadło.Do domów, do śmietników, nawet do jebiącychgównem szamb.Tacy byliśmy my, pojebańcy.Nasze biało czerwone, kurewskopatriotyczne irokezy wzbudzały lęk w każdym, kto tylko je ujrzał.W każdym, ktotylko o nich pomyślał.Nawet uprawiające seks psy pedały zdupczały na nasz widok.Swoją drogą nie cierpieliśmy pedałów.Przecież byliśmy kurwa patriotami.A jakpatriota może lubić kogoś, kto wsadza w dupę swojemu bratu? Albo ojcu? No jakmożna wsadzić do dupy swojemu ojcu? No kurwa.No jak? Jak widać można.Przekonaliśmy się o tym niedawno.Staliśmy pod sklepem waląc z gwinta jabcoki,oczywiście te z biało czerwoną nalepką i zdjęciem cycastej kobiety.Matki Polki.Nobo kogóż kurwa innego? No więc chlaliśmy te wina, patrzymy, a tu kot idzie.I drugido niego podleciał.I w dupę mu wsadził.Wtedy Gruby, który właśnie pod śmietnikiemklocka postawił, na równe nogi się zerwał i z glana kotom pierdolnął.No pojebaniec.Aco się okazać musiało? Kot, który walił, był synem tego, którego pierdolił.No jak ojcamożna pierdolić? Jak widać można.A po tym zajściu krew czerwona na białym śnieguzostała.Ależ kurwa patriotycznie.A w sobotę znowu, gdy my skręty palili, porządnezresztą, nie jakieś chujostwo od bambusów, to facet szedł drogą w sukience.No ciota,kurwa męska jebana, niczym matki nasze na tych zaspach bielejących.Opaskę totomiało białą pod szyją i włosy na żelu.To Bolo podbiegł do niego i wrzasnął mu wgębę:- Ty świnio bolszewicka! Pastuchu jebany!I pięścią mu ryj rozpierdolił.I anioł stróż tego cwela zstąpił na ziemię.I jemu Bolo teżryj rozpierdolił.I krew czerwona na pióra białe chlusnęła.Ależ to było kurewskopatriotyczne.Innym znów razem, gdy szli my koło markietu, zobaczyli my Rumuna, co żebrał naplacu.A w rękach dziecko małe swe tulił i na nie się powoływał.I podbiegłem doniego i z buta dziecku jebnąłem, a Rumuna kosą potraktowałem.Potem Gruby chujawyciągnął i konia na niego zwalił.Ależ to było patriotyczne.Kurwa.Biała sperma zrumuńską krwią czerwoną zmieszana.A potem przyszli oni.I pałami nas tłukli, a krewnasza polska ich żydowskie mundury splamiła.To hańba była dla naszej posoki i Bolokarabin wyciągnął i ich krew na biały śnieg się polała.Jakież to było kurwapatriotyczne.I kiedy spierdalaliśmy stamtąd, i kiedy żydowskie światła niebieskie zanami jechały, człek gówno, półczłowiek, podczłowiek, wyszedł zza rogu.I plamiłnaszą polską ziemię, naszą ojczyznę kochaną swoimi gównianymi stopami.I Grubyzmienił go w gówno.W gówno czerwone, na białym śniegu dymiące, wreszciewyglądające patriotycznie.Przywrócił go do istoty jego jestestwa.Gówna w gównie,tyle że gówna lepszego, bo patriotycznego.Choć nadal z dupy zrodzonego.Bo oni sięz pizdy nie rodzą, jak Ja, Bolo czy Gruby.Oni z dupy nie patriotycznej wychodzą iśmierdzą też nie patriotycznie.Ale my to naprawimy.Naprawimy ten kurewski świat.Bo my jesteśmy pojebańcy.Patrioci.I kiedy tak szliśmy, a światła żydowskie,niebieskie, pozostały w oddali, tośmy zew poczuli.I Gruby pobiegł za zewem.Iprzyniósł ukojenie.Z nalepką biało czerwona, patriotyczna i Matką Polką.Kurwa.Nie ona, nie Matka Polka.Kurwa przeszła wtedy koło nas.Albo nie kurwa.%7ładenpolak, patriota, nie ośmieliłby się jej ruszyć.Była nieczysta.Brudna.Gówniana.Bospała kiedys z gównianym.Bolo to widział, a Gruby się wkurwił.I skarcił kurwę niekurwę i do porządku przywołał
[ Pobierz całość w formacie PDF ]