[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pewnie to jakiś ważny dla niej.Od niego.Będzie go szukała.Wy-glądała tak sympatycznie, że na pewno będzie jej wdzięczna, gdy go odzyska.Alemusi jej powiedzieć, że go nie czytała, że jest dyskretna.Tramwaj skręcił w Aleję Trzeciego Maja.Na ławkach grzały się w słońcu bo-ny z dziećmi.W wózkach przykryte ciepłymi kołdrami spały małe dzieci.Od Wi-sły wiał ostry wiatr.W miarę jak tramwaj zbliżał się do mostu, wiatr był silniej-szy.Lucy zadzwoniła do drzwi opatrzonych mosiężną tabliczką  Elżbieta Rzecka.Nie czekała długo.Otworzyła jej drzwi ta sama pani, którą widziała w instytuciekosmetycznym.Była w płaszczu i futrzanej czapeczce, spod której wymykały sięniesforne, jasne kosmyki włosów. Czym mogę służyć?  spytała, zobaczywszy dziewczynę z listem w ręku. Czy pani nazywa się Elżbieta Rzecka?  spytała Lucy, zarumieniwszy się zzakłopotania.LRT  Tak, ja  odpowiedziała trochę zaniepokojona Ela. Ja.znalazłam.ten list.pani go zgubiła.tam w salonie  Stella , przywyjściu.Ela szybko wyciągnęła rękę po list i rzuciła spojrzenie na kopertę. Ach, ten list, wcale nie spostrzegłam, że go zgubiłam.Właśnie w tej chwilidopiero wracam z ulicy.Ach, bardzo pani dziękuję. Nie wiedziałam, czy mam go pani odnieść, ale potem.pomyślałam sobie, żeto może coś ważnego.niech pani nie myśli, że go czytałam  dodała prędko,zmieszana i zarumieniona.Ela roześmiała się.Jaki miły był jej śmiech. Ależ wcale nie myślę, skądżebym miała tak myśleć.A zresztą nie znamy sięprzecież, więc nawet, gdyby go pani przeczytała. A co to, to nie.ja tam nigdy cudzych listów nie czytam.Dyskretna jestem,każdy to przyzna.Ela zdjęła płaszcz i czapeczkę i otworzyła szeroko drzwi do pracowni. Może pani na chwilę wejdzie do mnie i ogrzeje się?Lucy weszła.Ogarnęło ją miłe ciepło, jakiś delikatny zapach, i atmosfera tegouroczego pokoju, który tak bardzo lubili wszyscy przyjaciele Eli.Lucy sama niewiedziała, czy ten zapach pochodził od bladoróżowych gozdzików, stojących nastole, czy promieniował po prostu z tych jasnożółtych ścian, pomarańczowegoobrusika na stole, prostych drewnianych półeczek i kretonowego obicia na tap-czanie. Jak tu ślicznie.jak tu pięknie u pani  wołała w zachwycie.Ela wskazała jej uprzejmie fotel.Lucy usiadła na brzeżku, zakładając nogę nanogę i odsłaniając trochę za wysoko łydkę, w trochę za jasnych pończoszkach. Więc pani podniosła ten list, który ja upuściłam w salonie  Stella ?  zaczęłaLRT rozmowę, dobrze nie wiedząc o czym rozmawiać z tą obcą dziewczyną. A tak, przyszłam tam właśnie i spotkałam panią przy wejściu.Pytałam woz-nego, kim pani jest; powiedział mi, że dekoratorka.To dlatego pani tak ładnieudekorowała własne mieszkanie, prawda?Ela roześmiała się.Zmieszyła ją ta dziewczyna, która z taką ciekawością roz-glądała się dookoła. A pani także pracuje w salonie  Stella ?  spytała Ela. Dotychczas nie wi-działam tam pani jeszcze. Nie, ja nie pracuję.Ja przyszłam, jako klientka, mają mi zrobić makijaż. Czy pani jest już po makijażu, czy przed makijażem? Jeszcze przed, właśnie kazali mi zaczekać, więc tu przyszłam przez ten czas. Taka pani młoda, po co pani właściwie upiększenie?  spytała Ela z uśmie-chem. A bo proszę pani, wszystko dla mężczyzny.Ja sama to bym nie chodziła.Ale on.to jest pan Franciszek.no jeden pan.Powiedział mi, pójdziesz do salo-nu  Stella , to cię zrobią na bóstwo.Więc poszłam.Ta pani Stella obiecała mi, żezrobi ze mnie piękność.Więc się bardzo cieszę. A pani pracuje gdzieś? Tańczę.Tańczę dla zarobku.W barze na Chłodnej. Bar pod Różą.Aleobiecują mi, że już niedługo się coś odmieni.Może zostanę prawdziwą girlsą,gdzieś w śródmieściu.Już od dawna o tym marzę. Tańczy pani w tym barze co wieczór.To musi być bardzo męczące.Lucy machnęła ręką. Praca, jak praca.Publika nie najlepsza.Czasami, to mi się tak przykrzy, żewolałabym kamienie rąbać, niż uśmiechy stroić do tych chamów.Tango prze-ważnie tańczę i śpiewam.To jeszcze pół biedy, ale potem trzeba z publiką tań-LRT czyć.To już mniejsza przyjemność.Bo to często spocone i spite.No i marna za-płata.Tylko tyle, żeby wyżyć.Ela spojrzała ciekawie na jej nowiutkie futerko i sukienkę.Lucy podchwyciła to spojrzenie. Pani patrzy, że jestem dobrze ubrana.Ale to dopiero od paru dni.Przedtemchodziłam, jak ta śmieciarka.Ale teraz coś się odmieniło.Dostałam trochę pie-niędzy i obsprawiłam się.Więc myślę tak sobie, że może się co odmieni na lep-sze.Zawsze trzeba wierzyć.Bo człowiek biduje, biduje, a od razu coś z niebaspadnie, jak w kinie. Lubi pani kino?  spytała Ela z uśmiechem. W kinie, to się po prostu kocham.Tylko, że rzadko kiedy mogę iść, bo wie-czorami pracuję.Czasami w niedzielę po obiedzie.Takie romansowe obrazy, topasjami lubię [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl