[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I śpieszę się, i gromadzę, i u przepaści skarbów bez tchupracując boję się, czy zdążę187przygotować wszystko ku chwili, gdy jednym władczymsłowem Bóg me milczenie rozwiąże.--------------------------------------------------------------------------------Do umarłychUmarli, kochani,zasłońcie mię świetlistymi rękami,zakreślcie krąg kredą święcona lub nie święcona,aby mię nie zdeptano, aby mię nic zgnieciono!.Dotykajcie czół, serc, oczu i ust, aby nie przeciw mnie były, ale ze mną.Niech w oddechach waszych chodzę, ufająca nienadaremno,żem w hełmie, tarczy i zbroii że falangą mocy huf wasz niezłomny tuż poza mną stoi.--------------------------------------------------------------------------------Zasypiające gwiazdyGwiazdy zasypiającemają dzwoneczki srebrne,muzyka zlatuje światłemna wszystko, co jest podniebne,lecz w jeziorze odbity blaskzrywa się jak za zaklęciemi wraca w górę muzykaw najsłodszym wniebowzięciu.--------------------------------------------------------------------------------RzekaCiemną klamrą, mostem, spięta rzekaod kamiennych brzegów ziarnek żwiru żebrze;czepia się i zapomina, czego chciała,i dzwiękając łzami, w świetle całabieży dalej, gubiąc łzy w miesięcznym srebrze.--------------------------------------------------------------------------------Wzruszony smokSmok na łące,wpatrzony w księżycową pełnię,lśniącym pazurem grzebiew kostropatej wełnie;język mu z paszczy wypadłw bezmiernej zadumie.I chciałby śpiewać jak człowiek albo wyć jak wilk,lecz - nie umie!188--------------------------------------------------------------------------------Księżycowy paw%7łeby nie zbudzić ptaka śpiącego na gałązce klonowej,idzcie ścieżką okólną, brzegiem zarośli i traw:tam.patrzcie tylko, w powietrzu przezroczym, z pióropuszem u głowytańczy w milczeniu głębokim księżycowy, błękitny paw.Ogon rozpostarł olbrzymi, a blask mu na skrzydłach dymi,koralowe pazurki wypręża, to zaciskai depce woń siana i mgieł białe chuściska,i pije, pije, pije blask i dziobie, dziobie, dziobie w przestrzenimałe różowe perły, pełne księżycowych płomieni.--------------------------------------------------------------------------------Złamany jaśminAuk jaśminowej gałęzi przełamano na dwoje kamieniem,zgniecione pachnie kwiecie słodyczą skradzioną upałom."Zmienisz się, zginiesz!" "Nic, jasność na jasność wymienię.""Trupie!" "Na gwiazdach zakwitnę jak tutaj - złoto i biało."--------------------------------------------------------------------------------DuszeDusze obstępują dom nalany życiem po brzeg,śmiechem i śpiewem, i dziecięcym szczebiotem:krok ich na dróżkach - nieznaczny jak ścieg,zmywa je deszcz, zasypuje śnieg,nietoperz wymiata niespodzianym lotem,pająk w przędziwo nieumyślnie zwija,a wielki księżyc spojrzeniem wypija.--------------------------------------------------------------------------------Oko ziemiJeziorko, czarne jak ślepa śmierć, obrosłe brwią nawisłą,ocknęło się, drgnęło i jak broń zabłysło- nie ślepe już, bo oto patrzy wprost na nas surowaz czarnej tęczówki stawu kula księżycowa.--------------------------------------------------------------------------------Skrucha wieczoruOgrody zakwitają w ciemności,jak niebo gwiazdami zakwita.Spadły łzy wieczoru rzęsiste,rosa leży głęboka, obfita.Oczyściło się serce dnia.189Już dosyć! Więcej skruchy nie trzeba.Sznurami woni błagalnychkwiaty wstępują do nieba.--------------------------------------------------------------------------------Kolumny nad wodąSpoczną lecące liściena stawach strojnych w łabędzie,wyjdzie spod kolumn ciszai posągiem nad wodą usiędzie,i runie w sercu latowalącym się wiekiem trumny,a cisza westchnie u brzegu:"O kolumny.kolumny.kolumny."--------------------------------------------------------------------------------OpuszczenieMiłość naszą doczesną,śmiertelną, krótkotrwałą,Bóg wyniósł mocą swojąi dał jej w wieczności ciało;w czasie była jak motyl,w bezkresie jest wyrazną muzyką,przez której kryształ przeczystyboża słoneczność przenika.Lecz myśmy - jak puste muszle,opuszczone łuski owadu,siwa nicość naigrawa się z nasi piaskiem na serca nam pada.--------------------------------------------------------------------------------Miłość i obecność bożaNie wiem, czyli w szatana jestem sferze, czy pod cieniem krzyża!Miota mną prąd dwojaki - dzwigająca fala,która mię do miłości i do Boga zbliża,i odpływ, co od Boga i od ciebie mię oddala,najmilszy mój, od Boga i od ciebie mię odpychai zasypia.I z falą martwą razem jak płaz jestem cicha.Jeśli boża obecność w nas jest tym, co ma nas zbawić,jeśli jest iskrą, która nas rozpala,jeśli jest duchem, co nami oddycha,jak może w obecności tej chorzeć i krwawićniedoskonały twór, dziedzictwo sprzed potopu,miłość, ostatnie z monstrów pozostałe pod błękitem stropu.190Lecz jeśli w tępym śnie zmysłów i duchaz zaświata jedna miłość jak zródło wybucha,jeśli w pustce zarosłej sennością i zielskiemona budzi człowieka wołaniem anielskiem,jeśli dzięki niej w głębi grubych kości i krwi gęstej zwierzanadprzyrodzonym biciem głos boży uderza- jak może moc ta, jakimkolwiek odezwie się echem,być nie porywem ku świętości, ale grzechem?!--------------------------------------------------------------------------------Czarne i białeO Boże, któryś miłość stworzył i dopuścił żądzę,i wzniecił przyjaciela, a dopuścił wroga,jakże, ślepy proch ziemi, dojrzę, kędy droga,jakże Twe sprawy poznam, zbadam i rozsadzę.O, niech zstąpi Twój cherub i rzeknie: "Ja rządzę!"- i niech przetnie świat ręką niemylną i chrobrąna prawdę i na zdradę, na zło i na dobroi niechaj wzrosną wpośród ściany i wrzeciądze,dzielące po wiek wieków szatana od Bogai zdradę od wierności, a miłość od żądzy.--------------------------------------------------------------------------------Błękitna chwilaZniknie za brzegiem, ujdzie za skałyżagiel, w błękicie jak skrzydło biały,na rozpalonym zboczu rozścielęwiatr przedwieczorny pachnące ziele,niską buczyną, ostrym jałowcemwstrząśnie nad dzikim górskim manowcem.Dom jest daleko, świat jest daleko,za zapomnienia górą i rzeką:nic nam nie grozi, nikt o nas nie wie;ptak w migdałowym ukryty drzewiepotrząsa skrzydłem i gwiżdże z cicha,zdeptany piołun wonią oddycha.Połóż mi rękę pod senną głowę.Wczoraj - zginęło, dzisiaj - jest nowe,jutro - pod żaglem białym na głębiściga lecące stado gołębi.Jesteśmy wolni, jesteśmy samiśród ziół pachnących, pod błękitami.191Koniki polne w kamieniach dzwonią.Serce zamiera jak ptak pod dłonią.Czas coraz pustą napełnia czaszę.Wczoraj - zginęło, dzisiaj - jest nasze,a jutra nie chcą widzieć za mgłamioczy zamknięte pocałunkami.--------------------------------------------------------------------------------ZimaW Anglii w grudniu bywa mglisto i zielono;we Włoszech róże kwitną i szare pod błękitnym niebem schną liście oliwne;w dalekiej Grenlandii zorze jak pogorzeliska płoną.U nas wszystko jest ciche, miękkie i w dotknięciu dziwne,puszyste, zagrzebane, skostniałe,białe.białe.Wieczorem rzuca się strzałę z papieru, by nacieszyć się jej spadaniem,a strzała wpada w wir śniegu, lecący nad dzwonków perlistym drganiem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]