[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Widok to był dla najśmielszego wtej chwili zbyt złej wróżby, i wołyniak nasz uczuł dreszcz przechodzący pociele, ale wolałby był umrzeć niż strach ten pokazać, i wrócił do kapitana,siedzącego w powozie, podśpiewując wesoło.Ruszyli ku Bielanom nie mówiąc słowa do siebie.W pół drogi jakoś mgły podnosić się zaczęły powoli, słońce parę razy błysnęło,a z tą zmianą sceny i myśl przyszła weselsza; kapitan zażądał cygara.Karolpoczął świstać ukraińską piosenkę.I tak ukradkiem spoglądając na siebie,niekiedy uśmiechając się, to nucąc, przybyli nareszcie do lasku, w którym wtejże chwili prawie, nieco opodal, wysiadali przeciwnicy, naradzając się, gdziemiejsce wybiorą.Rybacki pobiegł do nich i nie bez ciekawości spojrzał na Bulskiego, ubranegoczarno i wydającego się jakoś cieniej; trzeźwy był i skutkiem tego rzadkiegowypadku, poważniej, przyzwoiciej się wydawał; nie mówił nic, powtarzająctylko kiedy niekiedy przez zaciśnione zęby:— Prędzej panowie, prędzej.prędzej!.W lasku było coś gości przechadzających się, dosyć ludzi którzy się kręcili ispoglądali ciekawie na przybyłych; wziąwszy więc pistolety pod płaszcze,sekundanci z Bulskim, poszli wyszukać miejsca ustronnego.Zaraz na wstępiedo Bielańskiej dębinki, uszedłszy kilkadziesiąt kroków, jest obryw stromy,którego część w dół na zarośla łoz i krzaków osunęła się unosząc z sobą kilkapni drzew starych — przypadkiem przechodząc tamtędy, i z wzgórza rzuciwszyokiem na piękną ztąd Wisłę jak morze daleko rozlaną, Bulski ujrzał w dolezewsząd osławiony zaroślami i ścianami kątek u stóp swych leżący.— Ot tu! —zawołał wskazując palcem — ot tu, po co iść dalej!— Ale jakże się tam spuścić?.nie ma ścieżki.— Znajdziemy ścieżkę.— Przestrzeni mało — rzekł Rybacki.— Na taką sprawę dosyć.Zawahali się sekundanci, w końcu, że im to było wszystko jedno, choć zniemałym trudem spuścili się ku Wiśle, w ten kątek, a Rybacki pobiegł poKarola.który w powozie drzemał.Miejsce było obrane najdziwaczniej, gdyż na dwadzieścia kroków ledwiestarczyło placu wolnego od nawału pni, suchych gałęzi i rokiciny.— Wszystko jedno — rzekł Bulski — aby prędzej.Karol spojrzał przybiegłszy i nie zaprotestował wcale przeciw wyborowi,chociaż mu się zdał osobliwszy; myślał, że koniecznością było ukryć się wtakim kącie.Dwaj przeciwnicy stanęli naprzeciw siebie, oba przyparci plecamido dwóch ścian obrywu i zmierzyli okiem dzielącą ich przestrzeń.Wedleumowy, idąc, strzelać mieli razem na komenderówkę.Sekundanci sprobowali jeszcze zgody, która była niepodobieństwem i poczęlinabijać pistolety.Wybrano je losem, i Bulski stanął w miejscu.ręka mudrżała widocznie, Karol z chłodną krwią ujął broń, ani drgnąwszy.Oczy świadków wlepione były w dwóch zapaśników, którzy ledwie po parękroków zrobili.Rybacki szybko zawołał raz po razu, nie dając czasu mierzyć —raz, dwa i trzy.Dym ściśniony w parowie okrył wszystko na chwilę, sekundanci poskoczylinatychmiast.słaby wykrzyk dał się słyszeć tylko jednocześnie z wystrzałem.Karol leżał na ziemi z ręką na piersi, z której krew buchała strumieniem, Bulskistał na nogach, ale twarz całą miał zbroczoną, i ręką po niej wodząc, skrwawiłsię szkaradnie.Kapitan Rybacki przypadł do swego, ale nim zdążył się zbliżyć, już ugodzony wsamo serce młody chłopak nie żył.Drgały mu usta wyrazem uśmiechu szyderskiego, jakby chciał wobec śmiercijeszcze okazać się nieustraszonym, ale żółta bladość okrywała już czoło —westchnął lekko.drgnął, i życie, słowa nie wymówiwszy, zakończył.Bulski był ranny w głowę, kula zorała mu czaszkę, zdarła skórkę z niej, prawiedo kości i przeleciawszy utkwiła poza nim w pniu drzewa; klął, ciągle się rękąmacając, a nareście omdlały padł na ręce sekundantów.Ranę jego bolesną, ale nie zdającą się niebezpieczną, jak mogli zaraz opatrzyli izawiązawszy ją, poczęli myśleć co uczynić z trupem zabitego, gdy zwabienistrzałem przechadzający się już poczęli na górze się gromadzić.Potrzeba było jak najprędzej środki obmyśleć, żeby nikt za śmierć tę nieodpowiadał; Bulski miał pasport w kieszeni, ale Rybackiego czekały przeprawy,których nieborak aż nadto wcześnie był pewien.Wypadek ten u kilka godzin już wiadomym był całej Warszawie; jedna możepani Bulska o sporze i jego następstwach nic nie słyszała, Dahlberg starannieukrywał przed nią, do ostatka, smutne dla niej następstwa mieć mogącespotkanie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl