[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niepokój był w powietrzu, a najbardziej dolegał choremu królowi, dlaktórego oczekiwanie stawało się nieznośną męczarnią.Jesienny dzień wrześniowy potajemnie na zjazd był naznaczony; pogoda musprzyjała, a pożądaną była wszystkim, gdyż mnogich i licznych pocztów anizamek, ani miasteczko pomieścić nie mogło.Gospody dla duchownych panówbyły u biskupa i na zamku w klasztorku benedyktynów; panowie świeccyobozem się musieli kłaść na dolinie, namioty rozbijać i w nich z dworami swymimieścić.Na podzamcze już kilka dni przed zjazdem ciągnęły wozy, koniepowodne, czeladzie, parobcy, którzy place zajmowali, koły bili, żłoby stawili,namioty rozkładali i dla panów swych co najlepsze starali się dostać stanowisko. Roiło się pod grodem, roiło się po gościńcach, w uliczkach, na targowicy,dokoła mieściny, u studzien, nad rzeką, po łąkach.Z okien zamku mógł te przygotowania widzieć król i królowa, a nikt się o nichodzywać nie śmiał.Na ostatek w wigilię św.Wawrzyńca niektórzy z dalszychstron Krakowa, Sandomierza, Wrocławia, co się najbardziej opóznić lękali,ściągać się poczęli.Napatrzeć się było można pocztów różnych, zbroi wszelakiej i rynsztunku, bonie wszyscy się jednako zbroili i chadzali.Od granic niemieckich, znad Aabywtargał obyczaj zachodni; władycy Niemcom byli szczególniej zbroją podobni,którą sobie stamtąd dostawali, z Saksonii, od Franków i z dalszych krajów.Szląsk ciągle też miał stosunki z Czechami i Niemcami razem, toteż obojgajęzyka i odzieży pełno było.Przeciągały przez Polskę karawany kupieckie zRusi, wioząc z sobą wszelaką kupię ze Wschodu, której wiele tu pozostawało.Od Bolesława Wielkiego sławiła się ziemia Polan dostatkami wielkimi,obfitością wszystkiego, tak że mnich, który czyny Bolesława Krzywoustegoopiewał, sławił pod te czasy jej:.powietrze zdrowe, ziemię żyzną, lasymiodorodne, wody rybopłodne, rycerzy mężnych, wieśniaków pracowitych,konie wytrwałe, woły oracze, krowy mleczne, owce wełniste.Ten dostatek ziemi widać na jej synach było, a choć świetności cesarskichdworów nie znalazł tu obcy człek, ziemianie Władysławowi nie ustępowalizamożnością i okazałością pocztów panom na Zachodzie.Inaczej tylko ona sięprzedstawiała.Wiódł każdy z sobą po sto, po kilkadziesiąt koni dla bezpieczeństwa i wystawy,ciągnęły się wozy ładowne i obfite zasoby wszystkiego, co do życia byłopotrzebnym.Po drodze zaciążyć osadom i szukać pożywienia nikt nie chciał aniteż wszędzie dostać było można żywności.Toteż dla koni i siebie musianowozić strawę.Każdy orszak zwiększał się tym jeszcze.Jeden władyka ciągnąłza sobą czeladzi i ciurów gromadę.Z wieczora już szare i pasiaste namioty gęsto się rozsiadały na łące, a około nichogniska zapalać zaczęły.Rżały konie, a psy, które każdy prowadził z sobą,ujadały wyzywając się.Stawali ziemianie każdej części odrębnie przy sobie, tak że którzy od Krakowaszli, społem namioty rozbijali, Sandomierzanie przy sobie, Zlązacy, Mazury,Polanie, każdy obozem swoim.Opola też do jednego grodu należące łączyły siędo kupy.Niektórzy ludzie rycerscy obyczajem zachodnim u namiotów nawysokich żerdziach chorągiewki i znamiona wywieszali.Sieciech, nie śpiesząc się wprzód, umyślnie dopiero tego wieczora nadciągnął ijak gdyby chciał potęgę swą a moc okazać, wystąpił z pocztem ludzi półtorejseciny liczącym, pod chorągwią własną, z rogami, trębaczami, w jedną barwęprzybrawszy cały swój orszak, wśród którego on na koniu dzielnym, w kołpakuz piórem, w pasie rycerskim, z łańcuchem złotym na szyi, w płaszczuksiążęcym, jechał razno i wesoło.A dla okazania też, że on tu gospodarzem,nie gościem, na łąkę nie pociągnął z drugimi ani gospody szukał, ale wprost na zamek się obrócił, trąbić rozkazując i jakby uroczysty wjazd odprawując woczach wszystkich.Czeladzie i władycy, którzy już byli w obozie, zbiegli siępatrzeć na to widowisko, ustawując kupami po obu stronach drogi [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl