[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zamierzałem skonfrontować Mary z faktami, owszem.Zamierzałem ją zwymyślać, sponiewierać.Powiedzieć jej, żebysobie poszła do stu diabłów.Może nawet trzepnąłbym ją razczy dwa, może wygoniłbym z domu.Ale teraz wiedziałem, że trzeba zrobić coś zupełnie innego.Znajdowałem się już na pokładzie.Woda lała się ze mniestrumieniami, ale Ralf ani drgnął.Leżał wyciągnięty jak długi,w swoich wielkich tenisówkach i tych wyblakłych niebieskichportkach.Leżał tak, ten kawał chama, ten półgłówek, tenidiota.Obszedłem go na palcach.Znałem topografię tejprzeklętej łodzi na pamięć.Znalazłem zejście do kabiny i krytekauczukowym chodnikiem schody.Zszedłem na dół.Wsunąłem się do kabiny, niemożliwie dusznej, gdyż oknabyły zamknięte.Kiedy wzrok mój przyzwyczaił się dociemności, zacząłem odróżniać zarysy dwóch ciał, leżących nakojach.Leżeli każde osobno i spali głębokim pijackim snem.On, na plecach, z ręką zwisającą w dół, oddychał głośno, a onajak mały, biały posążek, delikatna jak pianka morska.Poczułem zapach jej perfum.Przypomniałem sobie urok jej cudownego ciała.Na podłodzeleżała poduszka.Bardzo delikatnie, bardzo cicho podniosłemją, podszedłem do łóżka, uniosłem poduszkę, nakryłem niąMary i ostrożnie nacisnąłem.Mary jęknęła cicho.Nacisnąłemmocniej.Coraz mocniej.Odpłacałem jej teraz za wszystko.Za wszystkie dnie i noce,kiedy cierpiałem za nią, z nią.Za to, że razem z tymi bandytamiśmiała się ze mnie jak dziecko.Za ich bestialską radość.Zatajemnicze telefony.Za samochód na moście.Za żółtą perukę.Za pożar i za dziennik.Po kilku minutach było po wszystkim.A potem jak cień pobiegłem na górę, przelazłem przez burtę izsunąłem się do wody.Leciutki plusk.Morderstwo na niebieskiej jolce stało się rzeczywistością.Tobył mój prezent dla Mary.Popłynąłem z powrotem do brzegu, pozbierałem manatki,osuszyłem się w samochodzie przy pomocy ogrzewacza, no ipuściłem cugle Jaguarowi.O szóstej nad ranem znalazłem sięz powrotem w swoim pokoju hotelowym.O ósmej poprosiłemtelefonistkę o połączenie mnie z własnym domem.Nikt, oczywiście, nie odpowiadał.Następnie zadzwoniłem do naszego komisariatu policji. Od kilku godzin próbuję dodzwonić się do żony powiedziałem dyżurnemu oficerowi. Nikt nie odpowiada.Moja żona jest zupełnie sama, może byście sprawdzili.W godzinę pózniej już tam byli.Zarówno Ralf, jak i Filipspali jeszcze pijackim snem, a ciało Mary znajdowało się wkabinie.Byłem szczęśliwy.Wiedziałem, że będą się teraz bali, tak jak ja się bałem, i żeich protesty nie odniosą skutku, że nie potrafią wytłumaczyćobecności zwłok na pokładzie Psyche.Grałem rolę złamanego i nieszczęśliwego wdowca do samegokońca.Obydwaj panowie poszli do mamra i w ten sposób mor-derstwo na niebieskiej jolce zostało pomszczone.Mieszkamteraz w Rio de Janeiro.Klimat jest tu idealny.Zabrałem sięznowu do pracy.Bywam często w małej kafejce, gdzie podajedo stołu urocza seniorita.Ma cerę jak dojrzała śliwka, a oczyjak górskie jeziora.Bardzo podziwia moją muzykę.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]