[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Z niczym się nie kryję. Wzruszyłam ramionami.Nie ma takiej potrzeby.Grażyna chichocze głupkowato.Mam jej dosyć.Podobnie jak tego całego szkolenia.A tu jeszcze prawie dwa dni.Co za koszmar! I te durnowate wstawki o Dyrze. Chyba nie myślimy o tym samym  podnoszę niecogłos, bo naprawdę nie wiem, co zrobić, żeby się w końcuode mnie odczepiła.I dlaczego, na miłość boską, gadajakimiś półsłówkami. Chyba to moja sprawa, czy z kimśjestem czy nie. W końcu ty jesteś wolna, on też.Może sytuacjatrochę niezręczna, ale w sumie nie wy pierwsi, nieostatni. zawiesza głos. Mirka już dawno zauważyła,że Dyro ma do ciebie słabość. Dyro??? Dyro, Dyro.Chyba nie powiesz, że nic was niełączy. Przygląda mi się badawczo.Mam ochotę przywalić jej poduszką albo czymśjeszcze cięższym.Co za niedorzeczność! Kompletnieodebrało mi mowę.Grażyna najwidoczniej uznała mojemilczenie za pretekst do wyjaśnień: Sama widziałam, jak jechaliście razem do Piły.Masz najwyższy motywacyjny i taryfę ulgową.Mirkę iDorotę zjechał, gdy sobie bez jego wiedzy przełożyłykarciane.Tobie nawet nie zwrócił uwagi.Moim zdaniemto nic złego, ale się pilnujcie.Romans z szefem jest różnieodbierany.Niektóre już ci pewnie zazdroszczą.Opadam bezwładnie na łóżko.Pukanie do drzwiprzerywa tę idiotyczną rozmowę.W drzwiach stanął Dyro w kapciach.Z powoduzdecydowanie nieoficjalnego stroju nie wyglądał zupełniejak Dyro.Z powrotem nakryłam się kocem, żeby nie parsknąć śmiechem. Już prawie dziewiąta  mówi. Wszyscy już są.Mam na końcu języka, że znam się na zegarku i żekompletnie nie interesuje mnie, co robią wszyscy.Podwpływem miażdżącego spojrzenia Grażyny powstrzymujęsię jednak od komentarzy. Idz, ja potem przyjdę.Muszę zadzwonić do domu mówię do Grażyny i ostentacyjnie wyciągam telefon ztorebki. Nasza Anitka nawet na wyjezdzie jest matką Polką.Chyba czas odciąć pępowinę  rzuca w przestrzeńGrażyna.Przed lustrem na korytarzu dyskretnie poprawiamakijaż. Ja w każdym razie już idę.Tylko nie gadaj zbytdługo.Ja na takich imprezach po prostu wyłączam telefon.Nie ma mnie dla nikogo.Tobie też dobrze radzę takzrobić.Puszcza do mnie oko spod drzwi.A mnie puszczająnerwy. Jacek, błagam, zabierz mnie stąd  jęczę dotelefonu.Bez podawania konkretnej przyczynyoczywiście. Aż tak zle?Dopiero po kwadransie rozmowy z nim robi mi sięciut lepiej.Głos Jacka ma właściwości kojące.Toremedium na wszystkie smutki.No, powiedzmy, że nawszystkie.W każdym razie na zdecydowaną większość.Jacekzapewnia mnie, że dom stoi tak, jak stał i że ma wszystko pod kontrolą.Za wyjątkiem mnie. Rozdział 16.Następny tydzień wlókł się jak żółw z Galapagos.%7łółw, który, jeśli wierzyć Gośce, osiąga dojrzałośćpłciową w wieku czterdziestu lat.Biedak! %7łycie też musię najprawdopodobniej wlecze.Swoją drogą, ciekawe,jak długo trwa żółwiowy akt płciowy.Michałowi czas też się wlecze.Nie może doczekaćsię świąt.Jak co roku zresztą.Na pytanie, czy wystosowałjuż list do Gwiazdora, odpowiedział, że napisał maila dotaty.No cóż.Niby nic, ale zrobiło mi się przykro.Zwiatsię zmienia.Michał także.W kontekście ostatnich wydarzeń poczułam się wręczzdołowana.Wszystko szło jak po grudzie i wcale niedlatego, że właśnie zaczął się grudzień.Teoretyczniemilszy i jaśniejszy niż listopad. Miałam ochotę spakować się i wyjechać. Niekryłam swego oburzenia, gdy udało mi się znalezć wolnąchwilę i wpaść do Pauliny. Zostałam posądzona oromans z szefem.Albo o chęć romansu  na jedno wychodzi.Wyobrażasz to sobie? Nie  odpowiedziała moja przyjaciółka, ziewając.Miałam wrażenie, że za chwilę mnie połknie. Sorry, aleAntoś tak nam dał dziś w nocy do wiwatu, że ledwo stoję.Chyba ma kolki.Jestem wykończona.Kto niby cięposądza o ten romans?  Grono pedagogiczne.Tak twierdzi Grażyna,informatyczka.Ta, z którą byłam na szkoleniu.Jak nieurok, to sraczka. Eee, nie przejmuj się. Paulina usiłujepowstrzymać ziewanie, ale nie za bardzo jej to wychodzi. Pogadają, pogadają i przestaną.Widocznie muszą oczymś gadać.Może ktoś ci robi koło pióra w jakimśkonkretnym celu.Wzruszam ramionami.Przez ostatnie dni w szkolemocno się pilnowałam, żeby nie dać żadnej małpienajmniejszych powodów do gadania.Dyra omijałamszerokim łukiem.Tak na wszelki wypadek.Na szkoleniunie do końca mi się to udało.Musiałam nawet wypić znim brudzia, choć solennie sobie przyrzekłam nigdy sięnie spoufalać.Grażyna nawet nie próbowała mi uwierzyć,że to nieprawda.Zachowywała się jak stara wyjadaczka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl