[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Służba i zbrojni ze zdumieniem unieśli głowy.- Precz! - wrzasnął Cynvelin.- Wszyscy wynocha!Posłuchali z wielkim ociąganiem.ZdyszanaRhiannon stanęła przed kominkiem.Pamiętała, żeBryce chciał jej pomóc, a teraz sam był w rękach ludzi Cynvelina.- Precz! - znowu krzyknął Cynvelin, groznie po-trząsając mieczem.Służba przyśpieszyła kroku.Rhiannon usiłowała wybiec na korytarz prowadzący do kuchni.- O, nie! - zawołał Cynvelin i znów złapał ją zarękę.- Ty nie odejdziesz, Rhiannon.Ani teraz, aninigdy więcej!Przyciągnął ją do siebie.Nie mogła się wyrwaćz jego objęć.- Walcz, ile chcesz, tutaj albo w łożu.Nic mnie tonie obchodzi.Podobają mi się takie zabawy.Podobałami się też ta dziewka, która mnie podrapała.Córkaowczarza.Jakże ona się zwała? Już wiem, Cathwg.Rhiannon oniemiała na dzwięk tego imienia.Przestała się szarpać.Cynvelin popatrzył na nią z cynicznym uśmiechem.- Wyglądasz na zdziwioną, moja pani.Twój prze-klęty ojciec nic ci nie wspominał o małej owczareczce, która mnie oskarżyła o gwałt?Rhiannon w milczeniu potrząsnęła głową.Pamiętała Cathwg i pamiętała tajemnicze zniknięciejej rodziny, które odkryła po powrocie z letniego wyjazdu do przyjaciół.Nic jednak nie wiedziała o oskarżeniach.Wprawdzie baron próbował odnalezć zaginionych, ale poszukiwania nie przyniosły rezultatów.- Gdyby ci powiedział, zapewne byś mnie unikała.Z drugiej strony, nawet on nie wie, co się naprawdę stało z jej rodziną.- Zabiłeś ich - ze zgrozą szepnęła Rhiannon.- Nie ja - warknął, boleśnie chwytając ją pod brodę.- Madoc i paru innych.Przecież nie mogłem pozwolić, żeby baron postawił mnie przed sądem.I takmnie nienawidził z wielu różnych powodów.Ja miałbym być sądzony z oskarżenia jakiejś wieśniaczki!Ja, Cynvelin ap Hywełl!Przechylił głowę, gdyż usłyszał tupot licznych kroków na dziedzińcu.- Nadchodzą pozostali, moja ukochana.BiednyBryce.Tak chciał być znów rycerzem.Chociaż może nie za bardzo - dodał.- Wszystko poświęcił dlakobiety.- Lepszy z niego rycerz niż z ciebie! - krzyknęłaRhiannon.- Nigdy mu nie dorównasz!Pchnęła Cynvelina w pierś.Z zaskoczeniemstwierdziła, że ją puścił.Z lękiem spojrzała na wchodzących.Madoci Twedwr wprowadzili Bryce'a.Miał pokrwawionątwarz, rozcięte usta i mocno podbite oko.Puścili go.Opadł na kolana.Zanim zdołał wstać,Rhiannon podbiegła do niego, objęła i podtrzymała.- Pilnujcie jej - warknął Cynvelin, spoglądając naMadoca.- Nie ma potrzeby - odpowiedziała z niewzruszoną dumą.- Nie odejdę stąd, póki on tu będzie.Maciewypuścić nas oboje.- Nic jeszcze nie rozumiesz?! - wybuchnął Cyn-velin.- Nie puszczę cię! Zostaniesz moją żoną!- Uwolnij ją! - zabrzmiał rozkazujący głos Bryce'a.Norman groznie patrzył zdrowym okiem na Walijczyka.- Kim jesteś, żeby mi wydawać takie polecenia?- spytał Cynvelin.- Hrabią Westborough? Raczejnie.Powinienem cię chyba zabić za to, że wtrącaszsię w nie swoje sprawy.- Cynvelinie - zawołała Rhiannon, gotowa ratować Bryce'a - jesteś głupcem, jeżeli sądzisz, że zdołasz mnie na zawsze zatrzymać, albo że śmierć Bryce'a cokolwiek zmieni.Ojciec przybędzie po mnie,a Bryce Frechette jest szwagrem potężnego baronaDeGuerre'a.- Bryce Frechette jest człowiekiem, który upro-wadził Rhiannon DeLanyea.A gdzie twój ojciec?Dlaczego dotychczas nie przybył? Wie przecież, żezginiesz, jeśli go zobaczę.- Co takiego? - spytała bez tchu.- Więc to jestprawdziwy powód.- Jego nieobecności? Owszem.- Cynvelin,uśmiechnięty jak zawsze, zbliżył się do Rhiannon.-Na szczęście, prędzej czeka nas ślub niż pogrzeb.Będziesz moją tak wiele razy, aż w końcu to polubisz.- Przesunął ręką po jej piersi.- Polubisz to, drogaRhiannon.Patrzyła na niego z nienawiścią i wstrętem, całko-wicie zapomniawszy o strachu.- Nie sypiaj twardo, milordzie, bo którejś nocyzginiesz z ręki żony.Odskoczył od niej, jakby już miała sztylet w rękach.Widziała, że się przestraszył, chociaż próbował toukryć.- Rhiannon.- westchnął po chwili, choć jużmniej pewnym tonem.- Pomyśl o swojej rodzinie.Zapewne nawet baron wolałby cię widzieć zamężnąniż martwą.Przecież w innym razie już byłby w An-nedd Bach
[ Pobierz całość w formacie PDF ]