[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zostań ze mną, z naszymi dziećmi!Jego gorące wargi mają wielką siłę perswazji.Nie protestuję.Bo tego dnia, dniaostatniego, chcę, żeby próbowano mnie przekonać.Miłość Owena jest takgorąca, tak odurzająca, jak najmocniejsze wino.- Zostanę, Owenie.Jego usta żądają, ciało też.Zanurzamy się w słodkich pieszczotach, wśródcichych szeptów.- Będziemy żyć wiele lat, Katarzyno.razem się zestarzejemy.razembędziemy patrzeć, jak nasi synowie dorastają, jak mężnieją, jak biorą sobieżony.- I ten najcichszy szept, pełen rozpaczy: - Nie potrafię żyć bez ciebie.- Ani ja, Owenie.Bo i jakże to będzie, kiedy zniknie z mojego świata?Wczesnym rankiem Owen wyjeżdża z zamku w pilnych sprawach. - W południe na pewno będę już z powrotem - obiecuje, kiedy żegnamy się,trzymając się za ręce.- Postaram się wrócić jak najszybciej.- Tak, tak.Uśmiecham się, przynajmniej staram się to zrobić, przytrzymując jego dłoń wswojej dłoni.Kiedy wychodzi, łzy przesłaniają wszystko, ale tylko na chwilę, bo rozsądekzabrania bezczynności.Każę więc podjechać lektyką.Rzeczami nie zaprzątamsobie głowy, przecież tam, dokąd jadę, nie potrzebuję niczego.A decyzja jestniezłomna, podjęta teraz, kiedy umysłu jeszcze nie spowiła złowroga mgła.Niebędę sprawiać bólu tym, których kocham.Kiedyś podjęłam decyzję o zwróceniusłowa Owenowi, ponieważ nie mogłam znieść ciągłego strachu o jego życie.Wtedy jednak znalezliśmy sposób, by być razem.Znalezliśmy rozwiązanie.Teraz jest to niemożliwe.Obłędu nie unicestwisz w żaden sposób.Niczego tunie rozwiążesz, jest to tak samo pewne jak to, że śmierć jest czymś ostatecznym.Wiem, że jedyne, co mogę zrobić, to umożliwić Owenowi, by żył dalej swoimwłasnym życiem bez tego ciężaru.Nie patrząc, jak powoli, nieuchronniepogrążam się w mroku.Tym razem nie ma odwrotu.A jednak.Kiedy lektyka zajeżdża przed drzwi, przez chwilę się waham.Bomoże jednak będzie to największy błąd w moim życiu.Może powinnamodprawić lektykę i czekać tu, w progu, na powrót ukochanego.Powitać go,podając mu ręce.Ucałować ukochaną twarz.Czy zniesiesz litość w jego oczach? Jak to będzie, gdy namiętność się wypali ibędzie dbał o ciebie tylko z obowiązku? Kiedy przysiadać będzie tylko nabrzeżku twego łoża, a do swojego łoża nigdy już cię nie poniesie? Kiedy niebędziesz go już poznawać? A on odwróci się od ciebie, bo nie będzie w staniedłużej znieść takiej rozpaczy?Włożyłam wdowie szaty, proste, pełne powagi.Złociste jeszcze włosy i twarzjeszcze piękną ukryłam pod welonem.Nie napisałam do Owena.Bo i cóżmogłabym napisać, skoro on i tak wszystko pojmie? Skoro wszystkopowiedzieliśmy już sobie, kiedy kochaliśmy się i żarliwie, i uległe?Nasze ostatnie wspólne chwile.Nigdy ich nie zapomnę! Nie zapomnę, dopókibędę miała pamięć. Przede mną ostatnie zadanie, jakże niełatwe.Pożegnanie z synkami.Edmund,Jasper, Owen.Każdego z nich tulę do serca.Po raz ostatni.- Pamiętajcie, bądzcie dobrzy, mądrzy.I mężni.Posłuszni ojcu.I pamiętajcie oswojej matce.Nie pojmują, w czym rzecz.Alice tak.Dotykam jej drżącego ramienia.Zanosi się od płaczu.Jestem gotowa.Jeszcze tylko pierścień i brosza w kształcie smoka.Kładę je na skrzyni kołołoża Owena.Pierścień dał mi, kiedy mając prawo i przyzwoitość za nic,pobraliśmy się.Broszę dostałam, kiedy po raz pierwszy wziął mnie.Teraz i pierścień, i brosza leżą na skrzyni, czekając na dawnego właściciela.A ja wsiadam do lektyki.Stałam u drzwi wielkiego klasztoru w Bermondsey.Ręce zimne jak lód.Wielkie rzezbione drzwi powoli otwarły się przede mną.Czekano na mnie,przecież przysłałam posłańca z wieścią.Przyjmą mnie, okazując tyle serca, ilekupiłam sobie za złote monety.I tu, pod opieką zakonnic, urodzę ostatnie mojedziecko dla Owena.Jeden krok do przodu i przekroczę próg.Nieodwołalnie.Jeśli wejdę do środka,nigdy już stamtąd nie wyjdę.Nie wrócę do świata.Nie wrócę do Owena.Nie, nie mogę tego zrobić.Nie, nie.Och, Owenie, miły mój, miłości moja.Wpamięci ożyły słowa, które wypowiedział w kaplicy w Windsorze.Nigdy niepozwolę, by nas rozdzielono w tym życiu.Nie, to nie może się stać! Serce ścisnęło się aż do bólu, twarz zalana łzami.Niemogłam ich powstrzymać, gotowa zrobić krok w tył i uciec.Z powrotem doOwena.Być z nim do końca moich dni.Ale nagle przed oczami pojawił się mójojciec, podrygujący półgłówek, bełkoczący coś niewyraznie.%7łałosnapozostałość po dawnym, wspaniałym królu.Znajomy ból, taki trzepoczący, gdzieś za oczami.Teraz nieznaczny,wiedziałam jednak bardzo dobrze, że będzie coraz silniejszy.Zegnaj, Owenie.Oby dobry Bóg miał cię w swej opiece.%7łegnaj I wiedz o tym,że kocham cię.A wolność zwróciłam ci tylko dlatego, bo moja miłość jest zbyt wielka, by skazywać cię na życie z istotą bezrozumną.Teraz odetchnąć głęboko.Wiedziałam, że pewnego dnia, dzięki Bożej łaskawości, znów będziemy razem,Owen i ja.Tam, gdzie nie ma smutku, nie ma łez, nie ma niczego, co rzucałobycień na naszą miłość.Tam, gdzie niczym niezmącona trwać będzie wiecznie.Przekroczyłam próg [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl