[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ach, to był cud! Mieliprzed oczami skąpane w słońcu, płynące wody Nilu.On sam płakał wobec perfekcji iluzji.58Lękał się nawet, \e filmowe słońce mo\e go zniszczyć, chocia\ oczywiście wiedział, \e toniemo\liwe.Ale taki był kaliber tego wynalazku, \e mógł stać, przyglądając się wschodowisłońca, jakby nie widział go od czasów, gdy był człowiekiem śmiertelnym.Ci Których Nale\y Mieć w Opiece patrzyli z niezmąconą obojętnością, a mo\e zezdumieniem - wielkim, niezmąconym zdumieniem, i\ cząsteczki kurzu w powietrzu mogąbyć zródłem nie kończącej się fascynacji.Kto to wie? Oni prze\yli cztery tysiące lat, zanim się urodził.Mo\e ich telepatycznysłuch był tak ostry, \e głosy świata huczały im w głowach; mo\e oślepiły ich miliardyruchomych obrazów.Przecie\ te rzeczy doprowadzały go prawie do szaleństwa, zanimnauczył się je kontrolować.Przyszło mu nawet do głowy, \eby wykorzystać narzędzia nowoczesnej medycyny izało\yć im na głowy elektrody, które sprawdzą funkcjonowanie mózgów! Jednak pomysłu\ycia takich topornych i wstrętnych instrumentów był zanadto niesmaczny.Przecie\ to jego59król i jego królowa, Rodzic i Macierz całego gatunku.Od dwóch tysięcy lat panowali podjego dachem i nikt nie śmiał rzucić im wyzwania.Musiał przyznać się do jednego błędu.Od dawna przemawiał do nich kwaśnymtonem.Kiedy wchodził do sanktuarium, nie zachowywał się ju\ jak arcykapłan.Nie.W jegotonie było coś dwuznacznego i sarkastycznego, nad co powinien się wznieść.Mo\e odzywałsię w nim ten, jak go teraz nazywano, uszczypliwy ton.Jak\e jednak funkcjonować wświecie lotów na Księ\yc bez nieznośnej samoświadomości czającej się w ka\dej trywialnejsylabie? A on nigdy nie był obojętny na współczesny styl.Bez względu na wszystko musi teraz iść do świątyni i oczyścić swoje myśli jaknale\y.Nie wniesie ze sobą urazy ani rozpaczy.Pózniej, gdy ju\ sam obejrzy taśmy, poka\eje królowi i królowej, pozostając obok, by ich obserwować.Na razie brakowało mu do tegowytrwałości.Wszedł do stalowej windy i nacisnął guzik.Potę\ny jęk elektroniki i nagła utrata60grawitacji dostarczały mu lekkiej zmysłowej przyjemności.Zwiat tej ery był pełen dzwięków,których nigdy wcześniej nie słyszał.To było wielce odświe\ające.A dodatkowo towarzyszyłamu cudowna świadomość opadania przez setki metrów zwartego lodu do oświetlonegoelektrycznością sanktuarium.Otworzył drzwi i wszedł do korytarza.W świątyni znów słychać było Lestataśpiewającego szybką, radośniejszą piosenkę; jego głos pokonywał huk bębnów iprzetworzone, zawodzące jęki instrumentów elektronicznych.Coś jednak było nie w porządku.Wystarczyło się rozejrzeć.Dzwięk brzmiał zbytgłośno, zbyt czysto.Przedpokoje świątyni stały otworem!Natychmiast podszedł do wejścia.Elektryczny zamek otwarty, a drzwi szerokouchylone! Jak mogło do tego dojść? Tylko on znał szyfr, który nale\ało wystukać naminiklawiaturze.Druga para drzwi równie\ była szeroko otwarta, podobnie trzecia.Prawdępowiedziawszy, mógłby zajrzeć do samego sanktuarium, gdyby nie biała marmurowa ściana61małej alkowy.Czerwone i niebieskie błyski telewizyjnego ekranu w głębi przypominałyświatło staromodnego gazowego kominka.Głos Lestata odbijał się potę\nym echem od marmurowych ścian i beczkowanychsklepień.Zabiją nas, moi bracia i siostry,Wojna wybuchła.Zrozumcie, co widzicie,Kiedy widzicie mnie.Wziął długi, swobodny oddech.Poza muzyką, która gasła, zastępowana przezbezosobową paplaninę śmiertelników, nie było nic słychać.śadnego obcego.śadnego,wiedziałby o nim.Nikogo w jego le\u.Instynkt mówił mu to bez \adnych wątpliwości.W piersiach zakłuło go.Poczuł nawet ciepło na twarzy.To doprawdy niezwykłe.Minął marmurowe przedpokoje i przystanął przed drzwiami alkowy.Czy\by się62modlił? Czy\by śnił? Wiedział, co zaraz zobaczy: Tych Których Nale\y Mieć w Opiece,takich samych jak zawsze.A potem będzie rozczarowanie, oka\e się, \e to tylko zwarcie wobwodzie elektrycznym, wybity bezpiecznik.Nie czuł strachu, lecz palące wyczekiwanie młodego mistyka na krawędzi wizji, któryzaraz ujrzy \ywego Pana lub te\ krwawe stygmaty na własnych nadgarstkach.Spokojnie wszedł do sanktuarium
[ Pobierz całość w formacie PDF ]