[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Odebrana przezDolly Jean Mayfair i Mary Jane Mayfair.W Fontevrault.Wie pan,jak to napisać?Skinął głową. Imię dziecka? Morrigan Mayfair. Morrigan? Nigdy nie słyszałem takiego imienia.Czy byłataka święta, Morrigan? Przeliteruj mu to, kochana cicho odezwała się matkazza zasłony. Z dwoma r", doktorze. Potrafię to napisać, skarbie. Przeliterował, co napisał,a ona zaaprobowała. Nie zważyłem dziecka. Osiem funtów i dziewięć uncji odpowiedziała babcia,która spacerowała z dzieckiem w tę i z powrotem po stryszku.Zważyłam ją na kuchennej wadze.Wzrost w normie.Potrząsnął głową.Szybko wypełnił resztę rubryczek i pospiesznie sporządził drugi egzemplarz.Czy był sens, żeby mówićim coś więcej?We wszystkich oknach, północnych, południowych, wschodnich i zachodnich, nagle zabłysło, po czym w ogromnym pomieszczeniu znów zapanowała ciemność.Deszcz cicho bębniło dach. Okay, zostawiam wam kopię powiedział, dając aktnarodzin Mary Jane. Ten drugi egzemplarz wyślę do parafiiz mojego gabinetu.Za kilka tygodni dostaniecie oficjalny aktnarodzin maleństwa.Powinna karmić dziecko piersią.Jak narazie nie ma jeszcze mleka, tylko siarę, która. Już jej to mówiłam, doktorze Jacku wtrąciła babcia.Będzie karmić dziecko, kiedy tylko pan wyjdzie.Jest szalenienieśmiała. Chodzmy, doktorze rzekła Mary Jane. Odwiozępana do domu.462 Cholera, żałuję, że nie mogę się dostać tam w inny sposób mruknął. Cóż, gdybym miała miotłę, to byśmy polecieli odparłaMary Jane i skinęła, żeby szedł za nią.A potem pomaszerowałana tych swoich chudych nóżkach, z luznymi sandałkami stukającymi o deski podłogi.Matka dziecka śmiała się cicho sama do siebie; właściwie toprawie po dziewczęcemu chichotała.W tej chwili wyglądałazupełnie zwyczajnie, miała nawet zaróżowione policzki.Piersiprawie jej pękały.Miał nadzieję, że dziecko nie będzie wybrzydzać.Podniósł siatkę i ponownie podszedł do łóżka.Woda wypływała mu z butów.Ale co mógł na to poradzić? Czuł też, że spływamu po karku pod koszulę. Dobrze się czujesz, skarbie? spytał. Oczywiście odparła.Trzymała w rękach dzbanek mleka i piła z niego ogromnymi łykami.Cóż, dlaczego nie? Alez pewnością go nie potrzebowała.Obdarzyła go promiennym,dziewczęcym uśmiechem.Miała rząd równych, białych zębówi kilka piegów na nosie.Tak, najładniejszy mały rudzielec, jakiego w życiu widział. Chodzmy, doktorze niemal wrzasnęła na niego MaryJane. Mona musi odpocząć.A mała zaraz zacznie płakać.Pa,Morrigan, pa, babciu, pa, Mono!Potem pociągnęła go przez stryszek niemal siłą, zatrzymując siętylko, by nałożyć kowbojski kapelusz, który zdjęła, gdy weszli. Cii szepnęła babcia do dziecka. Mary Jane, pospieszsię.Maleństwo robi się nieznośne.Doktor miał właśnie powiedzieć, że powinny oddać dzieckomatce, lecz Mary Jane chyba zepchnęłaby go ze schodów, gdybysam nie zaczął schodzić.Właściwie to cały czas go popędzała,popychała tymi swoimi małymi piersiami.Piersi, piersi, piersi.Dzięki Bogu, że zwykle zajmował się geriatrią, bo nie zniósłbytego wszystkiego nastoletnich matek w przezroczystych koszulkach, młodych dziewcząt, którym sutki prześwitują przezubranie; to było po prostu oburzające!463- Doktorze, zapłacę panu pięćset dolarów za tę wizytę szepnęła Mary Jane prosto do jego ucha.Omal dotknęła goustami. Wiem, jakie to męczące przyjeżdżać taki kawał drogiw tak podłą pogodę.Jest pan takim miłym, spokojnym. Tak, tylko kiedy zobaczę te pieniądze, Mary Jane May-fair? spytał, dostatecznie zirytowany, aby wreszcie odważyćsię powiedzieć, co myśli.Dziewczyny w jej wieku! I co byzrobiła, gdyby obrócił się i złapał w dłoni to, co miała podkoronkową sukienką i co tak bezczelnie do niego przyciskała?Powinien wystawić jej rachunek za nowe buty.Spójrzcie tylko nate.Mogła zmusić tych bogatych kuzynów z Nowego Orleanu,żeby mu zapłacili.Zatrzymał się raptownie.Jeśli ta dziewczynka na strychu byłajedną z tych bogatych Mayfairów i przyjechała tu po to. Niech się pan o nic nie martwi zaszczebiotała MaryJane. Nie pan przyniósł tę paczkę.Pan tylko się podpisał. O czym ty gadasz? A teraz możemy już wracać do łodzi.Pospiesznie zbiegła po schodach, a on poczłapał za nią.Cóż,ten dom wcale nie wydawał się aż tak pochylony, kiedy się byłow środku.Klik-klik-klik.Znowu to samo.Chyba można się przyzwyczaić do takiego kąta nachylenia, ale pomysł mieszkania w nawpół zalanym.Błyskawica rozdarła niebo i nagle stało się jasno jak w dzień hol ożył, ukazując tapety, sufity, łuki nad drzwiami i starykandelabr, z którego zwisały martwe kable.Wtedy się domyślił! Komputer.Zobaczył też w mgnieniujasności w pokoju na tyłach bardzo wysoką kobietę pochyloną nad biurkiem, z palcami biegającymi po klawiaturze, czerwonymi włosami dokładnie takimi jak u dziewczyny w łóżku nastrychu, tyle że dwa razy dłuższymi; pracowała i jednocześniemamrotała coś pod nosem.Ciemność zamknęła się dokoła niej i lśniącego monitora,oprócz małej lampki, która rzucała krąg światła na rozbieganepalce dziewczyny.Klik-klik-klik.464Pózniej rozległ się grom, tak głośno, że zagrzechotały wszystkie szyby w domu.Mary Jane przycisnęła dłonie do uszu.Młoda,wysoka dziewczyna przy komputerze wrzasnęła i podskoczyła narówne nogi; światło w domu zgasło, pogrążając ich w głębokim, ponurym, popołudniowym mroku, zupełnie jakby był jużwieczór.Wysoka ślicznotka darła się wniebogłosy. Cicho, Morrigan! Przestań! krzyknęła Mary Jane i podbiegła ku niej. Po prostu piorun wyłączył prąd! Zaraz sięnaprawi! Ale wyłączył się! Po prostu zgasł! krzyczała dziewczyna, a potem obróciła się i spojrzawszy w dół, zobaczyła doktoraJacka.Przez moment miał wrażenie, że traci zmysły.Zobaczyłtwarz młodej matki, która leżała na górze te same piegi, rudewłosy, białe zęby i zielone oczy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]