[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale on tu jest.ZadaliÅ›my sobiepytanie, dlaczego tak ryzykuje? Señor Shannon wyznaczyÅ‚ nagrodÄ™ za gÅ‚owÄ™ LucasaCorda.Za żywego lub umarÅ‚ego.Pani ojciec bardzo siÄ™ tym przejÄ…Å‚ i gdyby nie choroba,coÅ› by z tym zrobiÅ‚.- Jak myÅ›lisz, dlaczego Luke Cord naraża swe życie? - Nie odrywaÅ‚am od niejSR wzroku.- Marto, nie możesz teraz siÄ™ wycofać.MuszÄ™ to wiedzieć, rozumiesz? Jak my-Å›lisz, co jest przyczynÄ… jego nagÅ‚ego powrotu? - podniosÅ‚am gÅ‚os.- Czy obawiaÅ‚aÅ› siÄ™, żemoże mnie dziÅ› napaść? Czy dlatego mnie ostrzegÅ‚aÅ›?- Nie.ProszÄ™, señorita! To nie tak.Nigdy by pani nie skrzywdziÅ‚, bo jest pani córkÄ…Guya Dangerfielda.Ale jeÅ›li dojdÄ… do wniosku, że señor Shannon zdobyÅ‚ paniÄ… dla swo-ich celów, że pani i on.DukaÅ‚a z nieszczęśliwÄ… minÄ…, unikajÄ…c mojego wzroku, wiÄ™c podeszÅ‚am bliżej i po-Å‚ożyÅ‚am dÅ‚oÅ„ na jej ramieniu.- WidziaÅ‚aÅ›, co siÄ™ wydarzyÅ‚o tamtego popoÅ‚udnia?PrzygnÄ™biona, kiwnęła gÅ‚owÄ… w milczeniu.- A zatem widziaÅ‚aÅ› także, że go wyrzuciÅ‚am! NienawidzÄ™ tego czÅ‚owieka! Ale jestmoim wspólnikiem i musimy siÄ™ jakoÅ› porozumieć, czy tego nie rozumiesz? A jeÅ›li cho-dzi o innych, nie muszÄ™ siÄ™ przed nikim tÅ‚umaczyć! Sama mam zamiar wyciÄ…gać wnioskii podejmować decyzje, Marto, a pan Shannon nie jest jedynÄ… osobÄ…, która musi to zrozu-mieć!ByÅ‚am zÅ‚a, ale i zaintrygowana.Czy Marta próbowaÅ‚a mnie ostrzec? Ale przedczym? Nic nie zdoÅ‚aÅ‚am z niej wydobyć, bo każde moje pytanie przygnÄ™biaÅ‚o jÄ… jeszczebardziej.PostanowiÅ‚am porozmawiać z niÄ… pózniej, kiedy przyjdzie do siebie.Oczywi-Å›cie, nie zamierzaÅ‚am powiedzieć niczego Toddowi Shannonowi, ale chciaÅ‚am wyjaÅ›nićtajemnicÄ™ nagÅ‚ego pojawienia siÄ™ Luke'a Corda.Moje życzenie miaÅ‚o speÅ‚nić siÄ™ szybciej niż tego oczekiwaÅ‚am.Ale tymczasempojawiÅ‚ siÄ™ Mark, a ja zdążyÅ‚am szepnąć Marcie, że nikomu nie wspomnÄ™ sÅ‚owem o na-szej rozmowie.Mark wyglÄ…daÅ‚ bardzo elegancko.MiaÅ‚ na sobie doskonale skrojony smoking i per-Å‚owÄ… szpilkÄ™ w szarym krawacie z jedwabiu.ZmieszaÅ‚ siÄ™, kiedy Jules wprowadziÅ‚ go dosaloniku.- Obawiam siÄ™, że zapomniaÅ‚em ci powiedzieć, iż jest to oficjalne przyjÄ™cie! Mójwuj poinformowaÅ‚ mnie o tym po moim powrocie! JeÅ›li chcesz siÄ™ przebrać.- Och, to chyba zbyteczne - oznajmiÅ‚am sÅ‚odko.- Nie znoszÄ™ przebierać siÄ™ w po-Å›piechu.Pewna jestem, że moja suknia jest wystarczajÄ…co stosowna, nawet jeÅ›li nie jestSR najnowsza.ByÅ‚am caÅ‚kowicie pewna, że Todd Shannon szykuje dla mnie jakÄ…Å› niespodziankÄ™.Niezbyt miÅ‚Ä…, rzecz jasna! Może Mark byÅ‚ wtajemniczony, a może nie.OpatuliÅ‚am siÄ™pÅ‚aszczem, nawet kiedy wsiedliÅ›my do lekkiego powozu z takÄ… troskÄ… podstawionegoprzez jego wuja.- Czy zawsze tak elegancko ubierasz siÄ™ do kolacji?- Prawie zawsze! Ale nie martw siÄ™.On tylko chce ciÄ™ zaszokować przepychem, wjakim żyje.- To dziwne! Todd Shannon nie wyglÄ…da na czÅ‚owieka, który zwraca uwagÄ™ na luk-susy!Mark uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ pod nosem, sÅ‚yszÄ…c moje docinki, a nastÄ™pnie przeprosiÅ‚, żemusi zostawić mnie samÄ… w powozie.- Wuj Todd zamówiÅ‚ go w Londynie - zakomunikowaÅ‚ z dumÄ….- A i konie sÄ… nie-zwykle szybkie.Tylko nielicznym pozwala nimi powozić, a dziÅ› wieczorem jest to mójobowiÄ…zek.- Z pewnoÅ›ciÄ… czujesz siÄ™ zaszczycony!SiedziaÅ‚am sztywno w powozie, by nie pognieść sukni, i podziwiaÅ‚am jazdÄ™ Marka.Przez okno dojrzaÅ‚am obowiÄ…zkowÄ… eskortÄ™ zÅ‚ożonÄ… z kowbojów SD; niektórzy z nichuzbrojeni byli w strzelby.Czy byÅ‚a to zwykÅ‚a ostrożność, czy też Shannon spodziewaÅ‚ siÄ™kÅ‚opotów? PomyÅ›laÅ‚am o Luke'u Cordzie i zmarszczyÅ‚am czoÅ‚o.W jakim celu odwiedziÅ‚mego ojca po tylu latach? Czego szukaÅ‚ w Santa Rita? MiaÅ‚am zÅ‚e przeczucia, ale nic niemogÅ‚am zrobić.Od czasu naszej niezrÄ™cznej rozmowy nawet Mark zachowywaÅ‚ siÄ™ nie-naturalnie.PostanowiÅ‚am na chwilÄ™ zapomnieć o wszystkim.Jutro powrócÄ™ do lektury dzien-ników ojca, i jak z wyrzutem przypomniaÅ‚a mi Marta, z nich dowiem siÄ™ najwiÄ™cej.Podróż zajęła nam wiÄ™cej czasu, niż siÄ™ spodziewaÅ‚am, i mimo doskonaÅ‚ego powo-żenia Marka moja wyprostowana, niewygodna pozycja zmÄ™czyÅ‚a mnie.Sceneria ulegÅ‚azmianie.PÄ™dziliÅ›my pod jasnym półksiężycem na tle granatowego nieba.Nawet ogrom-ne kÄ™py kaktusów przypominaÅ‚y drzewa z baÅ›niowego lasu, a piaszczysta ziemia migota-Å‚a Å›wietlistym blaskiem.SR  Tu jest naprawdÄ™ piÄ™knie", zadumaÅ‚am siÄ™.NieskoÅ„czone, faliste równiny pod-chodzÄ…ce pod masywy górskie.Kraina kontrastów.Rancza i górnicze miasteczka.Znieg ipustynia.A na poÅ‚udniu odlegÅ‚e pasma górskie ciÄ…gnęły siÄ™ aż do Meksyku.PomyÅ›laÅ‚amnagle o ukrytej dolinie, w której rodzina Kordesów prowadziÅ‚a maÅ‚e ranczo.Jak to moż-liwe, że nikt o niej nie wiedziaÅ‚? Ale przecież nie znaÅ‚am tych gór tak jak Apacze żyjÄ…cytu od pokoleÅ„.PrzypomniaÅ‚am sobie wÅ‚asne sÅ‚owa wypowiedziane do Marka:  Oni stworzyli fun-damenty, my zbudujemy coÅ› trwaÅ‚ego".Dlaczego to powiedziaÅ‚am? Czy rzeczywiÅ›cie wto wierzyÅ‚am?PrzejechaliÅ›my rozÅ›wietlonÄ… równinÄ™ i nagle moim oczom ukazaÅ‚a siÄ™ tÄ™cza Å›wia-teÅ‚.Przybudówki, wiatrak, baraki, nawet wÄ™dzarnia.Po ogromnej zagrodzie dreptaÅ‚y ko-nie, a w dali wznosiÅ‚y siÄ™ stajnie.Powóz zwolniÅ‚, kiedy przejeżdżaliÅ›my przez bramÄ™ w ksztaÅ‚cie Å‚uku z wielkim,wyblakÅ‚ym napisem.Tuż za niÄ… ciÄ…gnÄ…Å‚ siÄ™ dÅ‚ugi podjazd.Nie zauważyÅ‚am niczego wiÄ™-cej, bo tuż przede mnÄ… wyrósÅ‚ potężny i wspaniaÅ‚y dom z rozÅ›wietlonymi oknami, dum-nie wznoszÄ…cy siÄ™ na tle rozgwieżdżonego nieba.Nic dziwnego, że nazywali go palacio!ByÅ‚ wiÄ™kszy od wszystkich domów, jakie widziaÅ‚am w tej części Å›wiata.RozpoznaÅ‚amarchitekturÄ™ w stylu hiszpaÅ„skim, tak rozpowszechnionym na PoÅ‚udniowym Zachodzie.Wysoki na dwa piÄ™tra, przypominaÅ‚ maÅ‚y zamek.Powóz zatrzymaÅ‚ siÄ™, jacyÅ› dwaj mężczyzni przytrzymali konie, a Mark zeskoczyÅ‚z siodÅ‚a i pomógÅ‚ mi wysiąść.- I co o tym sÄ…dzisz, Roweno? Wybudowano go z kamienia wydobywanego w gó-rach, który przywieziono tu w specjalnych wozach.Poczekaj aż wejdziemy do Å›rodka!- Już sobie to wyobrażam - rzuciÅ‚am oschle.- WyglÄ…da jak maÅ‚a forteca!ZciszyÅ‚ gÅ‚os.- Chyba pierwotnie miaÅ‚ niÄ… być.Znasz tÄ™ historiÄ™.Kiedy wujek Todd straciÅ‚ żonÄ™ isyna, przyrzekÅ‚ sobie, iż wybuduje dom, który oprze siÄ™ caÅ‚emu plemieniu Apaczów.Ioto jest.Trudno go też podpalić!Nie zdążyÅ‚am powiedzieć ani sÅ‚owa, gdyż znalazÅ‚am siÄ™ na szerokich schodach, a zkorytarza wychynęła gigantyczna postać Todda Shannona.Nawet tu ze wszystkich za-SR kamarków emanowaÅ‚o bogactwo.U sufitu zwisaÅ‚ ogromnych rozmiarów żyrandol, aprzede mnÄ… wznosiÅ‚y siÄ™ wyÅ‚ożone dywanem schody, rozchodzÄ…ce siÄ™ w dwóch kierun-kach z półpiÄ™tra, które przypominaÅ‚o galeriÄ™ dla muzyków na angielskim dworze.To, co poczÄ…tkowo wzięłam za korytarz, okazaÅ‚o siÄ™ wielkÄ… salÄ… recepcyjnÄ… zotwartymi po obu stronach masywnymi drzwiami.- A wiÄ™c przyjechaÅ‚aÅ›?- MiaÅ‚eÅ› nadziejÄ™, że nie przyjmÄ™ zaproszenia?Todd Shannon parsknÄ…Å‚ Å›miechem i ujÄ…Å‚ mojÄ… dÅ‚oÅ„.- WiedziaÅ‚em, że nie odrzucisz okazji, by powiedzieć ostatnie sÅ‚owo - zapewniÅ‚,gdy zostaliÅ›my sami [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl