[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.-Jesteś dobrym człowiekiem.Twoja siostra jest w ciebiezapatrzona.A przecież byłoby zrozumiałe, gdybyś odgrywałsię na niej.Impulsywnie położyła dłoń na jego ramieniu.Było gorące.Jej też od razu zrobiło się gorąco.Riley odstawił swójkubeczek, potem jej.Nie miała wątpliwości, że zaraz jąpocałuje.Teraz nie miała gdzie uciec, nawet gdyby chciała.Ale niechciała.Mieli dla siebie tylko tę jedną noc, i tego pragnęła,Zamknąć oczy i skoczyć na głęboką wodę.Było coś jeszcze: lęk, że jeśli nie dojdzie do pocałunku, dokońca życia będzie tego żałować.Ujął jej twarz w obie dłonie, a ona przestała oddychać.Jego usta były cudownie łagodne i miękkie; pachniał winem itajemnicą, promieniował ciepłem.Ogarnęła ją fala gorąca,dzika, przetaczająca się przez całe ciało.Wirowało jej wgłowie, gdy przesunął usta na jej szyję.Zapadała się w jegoobjęciach, roztapiała w uścisku.Jego dłonie błądziły po jejplecach, ich dotyk palił skórę.- Abby - wyszeptał tuż przy jej włosach.- Jesteś takapiękna.- Nie, ja.- Jesteś piękna.I pragnę cię.- Poruszył się nieco, sięgnąłdo tyłu, by coś przesunąć.To był plecaczek Kimmie.Ten widok podziałał na Abbyjak zimny prysznic.To nie jest właściwe miejsce i czas.Gdyby tuż obok w namiocie nie spała Kimmie, nie miałabyżadnych oporów.Bez wahania oddałaby mu duszę i ciało.Alejest inaczej.- Nie mogę, Riley - wyszeptała drżąco, wysuwając się zjego ramion.- Jest mi bardziej przykro, niż jestem w staniewyrazić.Jednak nie mogę.- Mnie też.- Z westchnieniem przesunął palcami powłosach.- Bardziej, niż mogłabyś przypuszczać.- Pogładziłróżową klamerkę plecaka.- Ale rozumiem.Kiwnęła głową.- To ja już pójdę spać.Tak będzie najlepiej.- Uhm.Szybko, bojąc się, że jeszcze zmieni zdanie i zostanie znim, podniosła się i weszła do namiotu.Położyła się obokcóreczki.Wsłuchując się w jej miarowy oddech, w wyobrazniodtwarzała niedawną scenę.Riley cudownie całuje, jestprawdziwym mistrzem.Jednak powinna racjonalnie oceniaćsytuację.Nie jest im pisana wspólna przyszłość, co najwyżejta jedna noc.Oboje mają jasne spojrzenie na sprawę i nie chcąsię wiązać.W jej przypadku to może nie do końca prawda,skoro tak żywiołowo zareagowała na ten pocałunek Jednak nieulega wątpliwości, że wkrótce ich drogi się rozejdą.Chociaż.przecież już wcześniej tak myślała.Ale tym razem to pewne.ROZDZIAA DZIEWITY- A gdzie jest Kimmie? - zapytała Molly.- U moich rodziców, jak zwykle - odparła Abby.Gdy cojakiś czas umawiała się z koleżankami na wspólny wieczór,zostawiała Kimmie u dziadków, którzy tylko na to czekali.Już dawno się nie widziały, ostatni raz były razem na.aukcji.Tym chętniej chciała się z nimi spotkać, dowiedziećsię, co u nich słychać.Przyjemnie było siedzieć przy stoliku w Nuthouse", popijając piwo i przegryzając krewetkipanierowane w piwnym cieście.- Abby, co z tym twoim Rileyem? - ciekawie zapytałaCharity.- Zresztą jeśli mnie pamięć nie myli, wylicytowałaśwtedy jeszcze Desa O'Donnella? Uchyl rąbka tajemnicy.Abby przeniosła spojrzenie na Molly, a ta dyskretniepokręciła głową.- Niestety, obowiązuje mnie dyskrecja.Powiem tylko, żeRiley wypełnił swoje zobowiązanie.- Zaczyna się bardzo ciekawie.No i co dalej? - nie zrażałasię Charity, patrząc na nią pytająco.- No i nic - westchnęła Abby.- Nie zmylisz nas - wtrąciła się Jamie.- Znam się namowie ciała, w końcu jestem adwokatem i zawsze staram sięwysondować nastawienie przysięgłych.Przyjaciółki nie dadzą jej spokoju, doskonale o tymwiedziała.Musi im coś powiedzieć.- No dobrze.Riley zabrał nas na biwak pod namiot.TerazKimmie może dostać swoją odznakę.Koniec historii.- To skąd to westchnienie? - zapytała Molly.- I ta smętnamina? Ab, no już, nie ociągaj się.- Spędziliście razem noc? - ciekawie spytała Charity.- Owszem.Na dworze, pod namiotami, w śpiworach.- Pod rozgwieżdżonym niebem, bardzo romantycznierzekła Charity. - Riley wyciągnął ze swojego zaczarowanego plecakabutelkę wina i otworzył ją szwajcarskim scyzorykiem.- To facet dla mnie - rozmarzyła się Charity.- Pocałował cię? - podejrzliwie spytała Jamie.- Skąd ci to przyszło do głowy? - najeżyła się Abby.- Ab, daj spokój - łagodziła Jamie.- Wiem, że tak było,bo inaczej od razu byś zaprzeczyła.- Jak on całuje? - dopytywała się Charity.- Tylko mówwszystko jak na spowiedzi, nas nie oszukasz.Powinna się domyślić, że przyjaciółki wszystko z niejwyciągną.- Jest w tym mistrzem.- No to jaki problem? - Molly sięgnęła po orzeszki.Bliskikontakt z kimś takim powinien dobrze na ciebie wpłynąć.- Problem w tym, że on nie jest w moim typie.- Do kogo ta gadka - prychnęła Charity.- Dlaczego on ci nie pasuje? - dociekała Jamie.- Bo jesteśmy zupełnie inni.On jest typem sportowca, a jalubię wylegiwać się na kanapie - odparła Abby, nerwowobawiąc się papierowym talerzykiem.- To wszystko bzdety - skomentowała Molly.- Powiedz,o co tak naprawdę chodzi?- Pod każdym względem różnimy się od siebie.- Nie wiesz, że przeciwieństwa się przyciągają? - rzekłaCharity.- To jeszcze nie wszystko - upierała się Abby.- Od czegoś trzeba zacząć - zareplikowała Molly.- Riley zrobił to, do czego się zobowiązał.Już nie mażadnego powodu, byśmy się mieli widywać.- Poza tym, że oboje wpadliście sobie w oko - rzekłaCharity.- Chcesz machnąć na to ręką? Nie szkoda?- Oboje jesteśmy ostrożni - wolno zaczęła Abby.Gdybytamtej nocy byli sami.- Boję się, by znowu nie popełnićbłędu.Riley ma podobne obawy.- Dlaczego? - zdziwiła się Jamie.- Nie pamiętasz, że na początku on chciał się wycofać?Byłam na niego wściekła, chciałam go za to ścigać, podać dosądu.Dopiero pózniej dowiedziałam się, że ma za sobąprzykre przeżycia.Kobieta, z którą się ożenił, by daćnazwisko jej dziecku, wróciła do mężczyzny, który byłbiologicznym ojcem jej syna.Riley do tej pory się nieotrząsnął, wciąż za nimi tęskni.- Och! - jęknęła Molly.- No jasne.Boisz się, by w tobie iKimmie nie szukał rodziny zastępczej.- Właśnie - potwierdziła, szarpiąc na strzępy podkładkępod talerz.- Cieszę się, że wreszcie ktoś to zauważył.Molly pokręciła głową.- Mylisz się.Wystarczy na ciebie spojrzeć.Jesteś wfatalnym stanie, jakbyś straciła kogoś bliskiego.- Riley poświęcił nam więcej czasu, niż musiał.Zaaplikował nam treningi, nauczył biwakowania.- Nie wspominając już o tym, że poszliście razem nakolację Izby Handlowej - wtrąciła Jamie.- Moi starzy sięwygadali.- Czyli spotykaliście się dodatkowo? - upewniła sięCharity.- Uhm - potwierdziła Abby.I westchnęła smutno.- W takim razie nie pozwól mu odejść - stanowczostwierdziła Jamie.Abby popatrzyła na nią ze zdumieniem.- I to mówi ktoś,kto reprezentował mnie na sprawie rozwodowej?- A co to ma do rzeczy? Troszczę się o dobro moichklientów, lecz wciąż wierzę w szczęśliwe zakończenia.- Ja chyba nie do końca - przyznała Abby.- Nie rezygnuj tak łatwo - rzekła Charity.- Najłatwiej sięodwrócić i odejść, ale człowiek nie powinien poddawać siębez walki.Riley też powiedział coś podobnego.Dlatego tak muzależało, by Kimmie dopięła swego i zdobyła odznakę.- Spróbuj - powiedziała Molly.- Riley cierpi, bo straciłdziecko.Skoro był dobrym ojcem, to tym bardziej jest dobrymmateriałem na męża.W przeciwieństwie do tego, który cięzostawił.- Riley ma wspaniały stosunek do swojej siostry - dodałaAbby
[ Pobierz całość w formacie PDF ]