[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kula zlikwidowała drugi podczas napaści na wioskę Andrien i trzeci,który próbował uciec przed atakiem na bazę.Jeżeli ten statekpowietrzny otrzymał jakieś informacje z wyspy albo od Gardier, którzyuciekli łodzią, jego załoga miała wszelkie powody, by zachowaćostrożność.Niles przełożył pobrzękującą kulę pod drugą pachę i stwierdził znamysłem:- Szkoda, że nie możemy go schwytać w całości.Ale nie po-winniśmy ryzykować, że nam ucieknie.Gerard popatrzył na niego z zaskoczeniem.Od wielu lat zprzerażeniem uciekali przed statkami powietrznymi Gardier.A teraz.- Tak.- Uśmiechnął się.- Nie możemy pozwolić mu uciec.KapitanMarais odwrócił się do nich i chociaż ciemności niepozwalały dostrzec wyrazu jego twarzy, głos wyrażał aprobatę.- Zgadzam się.Są jednak trochę za daleko.Jesteśmy szybsi, ależeby się nam wymknąć, wystarczy, by przelecieli nad Zcianą.Jeśli tegonie zrobią, może to oznaczać, że chcą nas wciągnąć w pułapkę.- Ale jeśli sądzą, że przed nimi.uciekamy, to mogą zawrócić wnaszą stronę - zaznaczył drugi oficer, wyraznie zaintrygowany.Marais pokręcił głową.- Musielibyśmy zmniejszyć prędkość do połowy, żeby nas dogonili.Nie podejmę takiego ryzyka.Hrabia Delphane stwierdził kiedyś, że Marais uważa się zadowódcę okrętu wojennego a nie po prostu dużych rozmiarów statkuwycieczkowego, a Gerard z zadowoleniem skonstatował ten dowódostrożności.Jednakże powiedział powoli:- Chyba że zobaczą, że używamy wrót w eterze, i wrócą, by wykryćnasz podpis eteryczny.- Albo żeby zbliżyć się na tyle, by wykorzystać nasz magiczny krągi śledzić nas.- Niles uśmiechnął się.- To mi się podoba.Drugi oficer kiwał głową.- Odjechaliśmy na zachód na tyle daleko, że powinniśmy jużznajdować się poza Wyspami Majutańskimi.I nie pozostaniemy tamna tyle długo, żeby wykrył nas jakiś patrol Gardier.- Proszę sprawdzić kurs - polecił mu Marais.-1 ustalić nasząpozycję w naszym świecie.- Podniósł lornetkę do oczu i dodał sucho: -Wolałbym nie materializować się na środku jakiejś wyspy.Tremaine zatrzymała się, żeby znowu posłuchać, co mówiągłośniki.Znajdowali się teraz w opustoszałym holu głównym.Wcześniejsze polecenie, aby opuścić otwarte pokłady i zamknąćwszystkie zewnętrzne drzwi, oraz obwieszczenie, że grodzie podpokładem zamykają się, budziło niepokój, ale jak na razie nie znalazłsię nikt, od kogo mogliby wydobyć jakiekolwiek informacje.- O co chodzi? - spytał z irytacją Ilias.- Zawsze mówi za szybko.- Robimy wrota - przetłumaczyła.- Powiedział, że przejdziemyprzez wrota do naszego świata, zmienimy kurs i wrócimy z powrotem.- To znaczy.- %7łe zastawiamy pułapkę - dokończył Giliead.- Chyba natrafiliśmyna jakiś statek Gardier.Albo latającego wieloryba.Jasne, muszę się dowiedzieć, co się dzieje, pomyślała Tremaine.-Tędy.Poprowadziła ich do bocznych drzwi i wyszła na pokładspacerowy.Z osłoniętego pokładu rozciągał się szeroko widok namorze i nocne niebo.Ilias i Giliead dotarli pierwsi do okien irozglądając się za statkiem powietrznym, prawie uderzyli głowami wszyby, usiłując patrzeć do góry.Nikogo tu nie zastali.Tremaine pomyślała, że w gruncie rzeczy niełamią rozkazu pozostawania w kabinach, gdyż pokład był zamknięty,ale na wszelki wypadek zatrzasnęła za nimi ciężkie drzwi,sprawdzając, czy zamek chwycił.Podeszła do stojących przy relingumężczyzn, obserwujących czyste i w tej chwili puste niebo, oświetloneblaskiem księżyca.- To draństwo musi być gdzieś za nami.- Postukała palcami o relingze zniecierpliwieniem i niepokojem.- W takim razie, co do cholery.Giliead cofnął się i zaklął, uderzając dłonią w czoło, jakby cośprzyszło mu do głowy.Potem w okamgnieniu na pokładzie stał sięjasny dzień, na morzu pojawiła się krótka, ostra fala, a niebo pokryłypasemka chmur.Złącza zatrzeszczały, protestując z głębi swychmetalowych trzewi, kiedy statek przechylił się gwałtownie.Tremaineodbiła się od szyby i wpadła na Iliasa.On zaś, chwyciwszy się relingu, żeby utrzymać ich oboje wrównowadze, zapytał:- Jak się czujesz? Czy to była klątwa?- Tak.- Giliead złapał się relingu, kiedy statek wrócił do pionu, apotem zaczął robić zwrot.Twarz wykrzywiał mu ból. Zaskoczylimnie powiedział przez zaciśnięte zęby.- To znaczy, że czujesz, kiedy otwierają się wrota w eterze stwierdziła Tremaine, przytrzymując się Iliasa i nerwowo obserwujączbliżającą się powierzchnię morza, kiedy statek przechylił się podczaszwrotu.- To się może przydać.Oczywiście, jeżeli przeżyjemynajbliższe pięć minut - dodała sucho.Pokład przechylił się jeszcze bardziej, a Tremaine musiała drugąręką chwycić się relingu.Miała spoconą dłoń
[ Pobierz całość w formacie PDF ]