[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To dokładnie takie uczucie.Chciałem wytłumaczyć to Shayowi, lecz w odpowiedzi usłyszałemtylko, że musiałem najeść się chyba nieświeżego sera.- Jak bardzo zależało panu na tym, żeby mu to wytłumaczyć?Chciał pan naprawdę?- Nie za bardzo.Shay w ogóle nie docenia mojegozainteresowania sztuką.Docenia tylko moją wiedzę, gdzie wLondynie podają najlepszego pieczonego bażanta.- Nie ma chyba powodu, żeby nie mógł pan demonstrowaćwiedzy w obu tych dziedzinach, prawda?Chryste, mówiła całkiem jak Melbourne w książęcych próbachprzekonania go, by wybrał sobie cel i do niego dążył.Zapewnepotraktowała namawianie do obstawania przy swoich poglądach zaprzyzwolenie na dalszą krytykę jego osoby.- Nie wiem - odparł.- Właściwie nie próbowałem.Usta jej drgnęły.- Myślę, że pan próbował.Tak czy inaczej, ja znam pana opinięo Partenonie oraz wiem, że posiada pan wiedzę o daniach z bażanta.A teraz komplement.- Dziękuję, lecz to zbyteczne.Podczas rozmowy odłożyła ołówek i wzięła pędzel.Zacharybardzo chciał zobaczyć, co dzieje się na płótnie, nie chciał jednakpowodować dodatkowego opóznienia.Noga - ta, na której wspierałasię większa część ciężaru jego ciała - zaczęła boleć, lecz nie zwracałna to uwagi.233RS- Może przejść się pan po polance, jeśli chce pan rozprostowaćkości - rzekła.- Już będę umiała odtworzyć pana pozę.Dzięki niech będą Lucyferowi.Zrobił kilka krążeń ramionami iopuścił na ziemię lewą nogę.- Mogę zobaczyć? Kiwnęła głową.- Nie ma jeszcze co oglądać, ale jeśli pan sobie życzy, to proszę.Caroline nie należała do osób, które się wstydziły, kiedy ktośpatrzył im przez ramię na powstające dzieło.Nawet nie przyszło mudo głowy tak o niej pomyśleć.Sprawiała wrażenie fachowej i słuszniedumnej ze swoich umiejętności.Rozruszał się i zaszedł ją od tyłu.Stał tam on, a raczej blady kontur jego postaci, z jedną nogązgiętą i opartą o narysowaną kreskę, z prawą ręką na udzie, a lewą wkieszeni.Nie miał jeszcze głowy, tylko jej ogólny kształt z zarysemoczodołów.Namalowane były już jego włosy - czarne ze złotymisłonecznymi refleksami nad skronią, śmiałe pociągnięcia pędzlaznaczyły linię ramienia i wyprostowaną nogę.Dookoła niego wznosiły się ruiny, w tle po lewej stronie widniałbrzeg stawu, a za prawym ramieniem pasło się narysowane ołówkiembydło.- Wyglądam jak pan na włościach - skomentował.- A to włościpani ojca.- Takie wrażenie chciałam uzyskać.Roztacza pan wokół swojejosoby atmosferę pewności siebie i swobody.Od razu widać, że jestpan arystokratą.234RSMiał nadzieję, że się nie zarumienił.Ciekawe, że Carolinewidziała jego wady wyrazniej niż on sam, a równocześnie - co gozaskoczyło - znalazła w nim coś, co jej się podobało, i w dodatkugłośno to powiedziała.Zachary chrząknął, kierując wzrok na staw i napastwisko.Jedna z krów zwróciła jego uwagę.- To ta specjalna krowa pani ojca, prawda? Ta, którą nazwałapani Dimidius.- Tak.Myślę, że papie będzie miło, jeśli ją uwiecznię na płótnie.- Czy naprawdę daje dwa razy więcej mleka niż zwykła krowa?Caroline wzruszyła ramionami.- Chyba tak.I to dobrej jakości.Zwietna śmietana i masło.Nigdynie mierzyłam, ile dokładnie jest mleka w udoju.Jest dobroduszna iuwielbia jabłka.- Odwróciła się, żeby na niego popatrzeć, po czymodłożyła pędzel, sięgnęła ręką do krawata i lekko go pociągnęła.Wpatrzył się na jej palce zaciśnięte tuż przy jego piersi.- Wezwę lokaja, jeśli pani zdaniem trzeba zawiązać go inaczej.- Nie, jest dobrze.Chciałam tylko, żeby bardziej widać było, żefaluje.- Pogładziła go po piersi.- Caroline?Popatrzyła do góry, prosto w jego oczy.-Tak?- Jest jeszcze jedna rzecz, która zdarzyła się wczoraj.- Co takiego?- Wpadłaś mi w oko.Zachary ujął jej twarz w dłonie i pocałował.Jej wargismakowały jak słodkie truskawki.Przyzwoitka po drugiej stronie235RSpolanki drzemała.Z westchnieniem pogłębił pocałunek.Carolineprzywarła do niego, zarzuciła ręce na jego ramiona, a dłonie zanurzyłamu we włosach.Ogarnęło go pożądanie i podniecenie, gorącymdreszczem przeszywając skórę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]